ROZDZIAŁ 1
Mam na imię Lucy. Mam 17lat, jestem
uczennicą 2 klasy szkoły średniej. Jestem wysoka, gdyż
mam około 172 cm wzrostu. Mam krótkie brązowe włosy i oczy w tym
samym kolorze. Jestem dość szczupła, gdyż bardzo lubię sport,
jest to jedna z moich wielu pasji. Dzień 15 kwietnia zaczął się
tak jak każdy inny.Wstałam około 6 rano, tak jak zawsze kiedy
musiałam iść do szkoły. Wczesne wstawanie nie stanowiło dla mnie
problemu, ponieważ dzień zawsze wydawał się wtedy conajmniej o
połowę dłuższy. Uruchomiłam swojego laptopa, odtworzyłam
ulubioną playlistę, otworzyłam okno, pościeliłam łóżko, w
skrócie - wykonałam swoje codzienne czynności. Kiedy je
zakończyłam, poszłam do łazienki, aby doprowadzić się do
idealnego wyglądu przed pójściem do szkoły. Wzięłam 10-minutowy
prysznic, po czym wysmarowałam się swoim ulubionym czekoladowym
balsamem do ciała. Wysuszyłam włosy i upięłam wysokiego koka,
pozwalając kilku pasemkom opaść swobodnie na twarz. Po nałożeniu
lekkiego makijażu wróciłam do pokoju aby się ubrać. Właśnie
leciała jedna z moich ulubionych piosenek - "Autumn Leaves"
Ed Sheeran. Przymknęłam oczy i kołysząc biodrami, zaczęłam
delikatnie tańczyć. Zawsze miałam do tego swego rodzaju talent.
Kiedy piosenka się skończyła, uśmiechnęłam się do siebie i
otworzyła szafę. Po chwili zastanowienia wybrałam zestaw
składający się z jasnych jeansowych rurek, łososiowego sweterka i
jasno różowych vansów ->
http://www.faslook.pl/collection/-6472/ . Popatrzyłam na zegarek.
Była 6:35, co znaczyło, że mam jeszcze około pół godziny do
wyjścia do szkoły. Lekcje zaczynały o 7:30 i mimo, że miałam
bardzo blisko do szkoły, zawsze starałam się wychodzić z domu
około 7 z dwóch powodów – po pierwsze, nasza upierdliwa
wychowawczyni zawsze się wkurzała, jeżeli ktoś spóźnił się
choćby o minutę, a po drugie, po drodze zgarniałam swoją
najlepszą przyjaciółkę Mary, która mieszkała przecznicę dalej.
Po raz ostatni spojrzałam w lustro i zadowolona z tego, co
zobaczyłam, zeszłam po schodach na dół do kuchni, aby zjeść
śniadanie. W całym pomieszczeniu unosił się przyjemny zapach
kawy. Tak jak się spodziewałam, siedziała tam już mama, Cristine,
która uśmiechnęła się na mój widok.
-Cześć mamo! - powiedziałam całując
mamę w policzek. - Zostało jeszcze trochę kawy?
-Tak, ale wydaje mi się, że prosiłam
Cię, żebyś nie piła kawy codziennie. Jesteś na to jeszcze za
młoda.
-Nie jestem już Twoją małą
dziewczynką – uśmiechnęłam się nalewając sobie pełny kubek
mojego ulubionego napoju.
-Młoda panno będziesz moją małą
dziewczynką dopóki żyję! - po tych słowach obie roześmiałyśmy
się.
Szukając w chlebowniku tostów na
śniadanie pomyślałam, że mam wielkie szczęście mając takich
rodziców. Mama pozwalała mi na wiele rzeczy, ale była wymagająca.
Nie miałam do niej o to pretensji – dzięki temu w szkole dobrze
sobie radziłam i miałam ambicje, w przeciwieństwie do większości
osób w moim wieku. Ojciec za to pracował trochę więcej, był
lekarzem, ale wiedziałam, że zawsze można na niego liczyć w
trudnych sytuacjach.Wiedziałam w jakiej sytuacji był na przykład
mój przyjaciel, Chad. Jego ojciec pił, a matka spędzała w domu
tylko kilka godzin dziennie, włócząc się po knajpach z
przyjaciółkami albo jakimiś facetami, którzy – jak potem mówił
Chad - “włazili jej do łóżka, tylko po to, żeby rano uciec,
zanim ojciec się obudzi po nocnej popijawie”. Było mi go bardzo
żal. Moje rozmyślania skierowały się w stronę Chada. Z tym
wysokim i przystojnym brunetem przyjaźniłam się już od około 5
lat. Bardzo mi na nim zależało. Traktowałam go jak starszego
brata, któremu może wszystko powiedzieć. Wiele osób ciągle
mówiło mi, że do siebie pasujemy, ale igdy nie myślałam o nim w
ten sposób. Owszem, był baaaardzo przystojny, zabawny, nigdy się z
nim nie nudziłam, spędzaliśmy ze sobą wiele czasu, ale nie mogłam
sobie wyobrazić ich razem. Chad i Lucy. Lucy i Chad. Było to dla
mnie coś nierealnego.
Kiedy skończyłam jeść śniadanie i
rozmawiać z mamą, była już 7. Włożyłam słuchawki i włączyłam
na swoim iPodzie płytę One Direction. Nie byłam ich wielką fanką,
ale lubiłam część ich piosenek. Jednym słowem, nic do nich nie
miałam. Szłam tak ze dwie minuty, kiedy zobaczyłam machającą do
mnie Mary. Znałam ją od dzieciństwa. Średniego wzrostu, bardzo
atrakcyjna blondynka, niemogąca odpędzić się od facetów.
Uśmiechnęłam się, widząc jak bardzo się odstrzeliła –
zresztą, tak jak zawsze do szkoły. Zawsze powtarzała “nigdy nie
wiadomo, kiedy spotkasz TEGO JEDYNEGO”. Miała na sobie biało
czarne spodnie w modny pattern, miętowy sweterek i buty z ćwiekami
na wysokim obcasie w tym samym kolorze. Na szyi miała kilka
naszyjników pasujących do siebie →
http://www.faslook.pl/collection/mietowo-27/
.
- Cześć piękna! - przywitałyśmy
się cmoknięciem w policzek.
- Kto tu niby jest piękny? Dla kogo
się tak odstrzeliłaś?
- Wiesz co myślę na ten temat? Nigdy
nie wiad...
- Wiem wiem! - roześmiałam się.
- Idziemy? Harolds wkurzy się jak się spóźnimy.
- Idziemy? Harolds wkurzy się jak się spóźnimy.
- Stara jędza.
- O popatrz! Idzie Chad.
- O popatrz! Idzie Chad.
Na te słowa rozejrzałam się. Kiedy
się zatrzymałyśmy, chłopak podbiegł do nas z drugiej strony
ulicy.
- Siemka. - powiedzieliśmy
równocześnie i roześmialiśmy się. Chad podszedł do mnie i
pocałował mnie w policzek.
- A to za co? - zapytałam
uśmiechnięta.
- Czy musi był jakoś okazja? Pięknie
wyglądasz. - na te słowa lekko się zarumieniłam.
-A ja? - Mary udała oburzenie, ale
wiedziałam, że przypatrywała nam się z uśmiechem. Była jedną z
wielu osób, które namawiały mnie na związek z Chadem.
- Tak tak... - Chad udawał rozmarzenie
patrząc się na mnie (przynajmniej wydaje mi się, że udawał), po
czym zaśmiał się. - Oj no dobrze Mary, ty też wyglądasz całkiem
dobrze.
- Całkiem dobrze? Wsadź to sobie sam
wiesz gdzie. - Mary zaczęła udawać focha. Chad znów się do mnie
uśmiechnął. Widziałam, że moja przyjaciółka się na to
patrzyła. - No dobra gołąbeczki, idziemy. Edukacja czeka. A jak
nie awantura to przynajmniej areszt u Harolds.
Nie patrząc się nawet czy idziemy,
ruszyła w stronę szkoły.
- Chyba ma rację. - szepnęłam do
Chada. On objął mnie i powiedział. - Nie martw się, masz mnie,
swojego psa obronnego.
- Nie jestem pewna czy taki buldog jak
ty pokona wściekłego rotwailera, jakim jest Harolds.
- Co? Porównujesz mnie do buldoga? Ja
ci dam! - po tych słowach niespodziewanie zarzucił mnie sobie przez
ramię i nie zważając na moje gniewne okrzyki zaniósł mnie pod
samą szkołę. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, ale starałam
się tego nie zauważać.
Kiedy dotarliśmy pod drzwi szkoły
powiedziałam do niego, że teraz musi mnie już puścić.
- Nic nie muszę. Jeżeli dobrze
orientuję się w sytuacji to ja Ciebie trzymam, a nie Ty mnie.
Westchnęłam cicho zrezygnowana i
przestałam okładać go po plecach. Wiedziałam, że jest na niego
tylko jeden sposób – udać smutek. Kiedy Chad usłyszał moje
westchnięcie i poczuł, że się uspokoiłam, postawił mnie na
ziemię.
- Heej mała tylko żartowałem. -
powiedział unosząc jednym palcem mój podbródek.
- Hahaha jak ja Cię dobrze znam!
Puściłeś mnie – wykrzyczałam, pogodniejąc w jednej sekundzie.
- Czuję się wykorzystany! -
powiedział to i odwrócił się na pięcie, idąc w stronę naszej
sali lekcyjnej.
- I dobrze! - krzyknęłam śmiejąc
się. Zaczęłam szukać wzrokiem Mary. Stała oparta o moją szafkę
i przyglądała się mi.
- Wiesz, że ładnie ze sobą
wyglądacie?
- Skończ już z tym..
- Oczywiście, ale posłuchaj mądrej
przyjaciółki i zrób coś w tej sprawie.
- Dzięki mamo.
- Jesteś niereformowalna.
Po tych słowach wzięła mnie pod rękę
i razem weszłyśmy do sali. Ławki były pojedyncze. Zajęłam
miejsce przed Chadem, a przede mną usiadła Mary. Odwróciłam się
do tyłu. Chad natychmiast zrobił naburmuszoną minkę.
- Mmmm nie chcesz ze mną rozmawiać?
No cóż trudno...- powiedziałam to i odwróciłam się do kolegi
Chada, Mike'a, który powszechnie uważany był za
najprzystojniejszego faceta w naszej szkole. Tym samym chciałam
udowodnić Chadowi, że może się sobie obrażać, a mi to nie robi
w tym momencie różnicy. Oczywiście wszystko było dla żartów,
ale starałam się, aby wyglądało to realistycznie.
- Co tam Mike?
- A u mnie bardzo dobrze, a u Ciebie? - Chłopak posłał mi swój rozbrajający uśmiech, dla którego połowa dziewczyn w szkole dałaby się poćwiartować.
- A u mnie bardzo dobrze, a u Ciebie? - Chłopak posłał mi swój rozbrajający uśmiech, dla którego połowa dziewczyn w szkole dałaby się poćwiartować.
- Ach całkiem nieźle, tylko ten Twój
kumpel chyba się źle czuje.
- Chad? Chaaaaad! - krzyknął, mimo że nie było potrzeby, siedząc zaraz obok niego. - Dziewczyna Cię rzuciła?
- Chad? Chaaaaad! - krzyknął, mimo że nie było potrzeby, siedząc zaraz obok niego. - Dziewczyna Cię rzuciła?
- Tak, Twoja. - odparł na pozór
obojętnie Chad.
- Czyli jesteś wolny tak? Umówisz się ze mną na randkę? - Mike udał, że chce pocałować Chada w usta.
- Oczywiście słonko.
Roześmiałam się widząc ich rozmowę. Przerwał nam dzwonek. Kiedy Harolds weszła do klasy wszyscy wstaliśmy i chórem powiedzieliśmy “Dzień dobry Pani Harolds”. Ona machnęła tylko ręką, abyśmy usiedli.
Sprawdziła obecność. Od podstawówki zawsze byłam pierwsza na liście.
-Abrams, Lucy
-Jestem
-Brighter, Chad
-Obecny
-Clifford, Jenna
…
Nasza klasa liczyła 29 osób, więc sprawdzanie obecności zawsze zajmowało trochę czasu. Przy Kate Fringe poczułam rękę na ramieniu. Delikatnie odwróciłam się, a Chad podał mi karteczkę zwiniętą na cztery części.
“Jesteś bezlitosna, ale nie przejmuj się, już Ci wybaczyłem C.”
Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam. Nasza konwersacja wyglądała tak:
“Hmmm to wspaniałomyślne z Twojej strony, jak mogę Ci się odwdzięczyć, o Panie? L.”
“Po szkole nie wracasz do domu, porywam Cię C. ”
- Czyli jesteś wolny tak? Umówisz się ze mną na randkę? - Mike udał, że chce pocałować Chada w usta.
- Oczywiście słonko.
Roześmiałam się widząc ich rozmowę. Przerwał nam dzwonek. Kiedy Harolds weszła do klasy wszyscy wstaliśmy i chórem powiedzieliśmy “Dzień dobry Pani Harolds”. Ona machnęła tylko ręką, abyśmy usiedli.
Sprawdziła obecność. Od podstawówki zawsze byłam pierwsza na liście.
-Abrams, Lucy
-Jestem
-Brighter, Chad
-Obecny
-Clifford, Jenna
…
Nasza klasa liczyła 29 osób, więc sprawdzanie obecności zawsze zajmowało trochę czasu. Przy Kate Fringe poczułam rękę na ramieniu. Delikatnie odwróciłam się, a Chad podał mi karteczkę zwiniętą na cztery części.
“Jesteś bezlitosna, ale nie przejmuj się, już Ci wybaczyłem C.”
Uśmiechnęłam się do siebie i odpisałam. Nasza konwersacja wyglądała tak:
“Hmmm to wspaniałomyślne z Twojej strony, jak mogę Ci się odwdzięczyć, o Panie? L.”
“Po szkole nie wracasz do domu, porywam Cię C. ”
“To jest nielegalne. Mogę chociaż
spytać gdzie mnie zabierasz? L. ”
“Możesz C.”
“Gdzie mnie zabierasz L.”
“Nie powiem, niespodzianka C.”
“Możesz C.”
“Gdzie mnie zabierasz L.”
“Nie powiem, niespodzianka C.”
“Argh, nie lubię niespodzianek
:.”
“A ja lubię jak się złościsz, więc dla mnie ok. C.”
“Pfff kto powiedział że się złoszczę? L.”
“A nie? C.”
“A ja lubię jak się złościsz, więc dla mnie ok. C.”
“Pfff kto powiedział że się złoszczę? L.”
“A nie? C.”
“A idź Ty. Jeszcze zobaczymy, czy
pójdę gdziekolwiek L.”
“Mam swoje sposoby C.
Na tym skończyła się nasza rozmowa, gdyż Harolds skończyła sprawdzać listę. Mimo tego ciągle myślałam gdzie zabierze mnie Chad, przybierając minę słuchającej i pilnej uczennicy. Reszta dnia minęła bardzo szybko. Ostatnią lekcją był WF, na którym strasznie się spociłam, gdyż uciekałam przed Chadem i Mike'm, którzy postanowili, że muszą mnie wygilgotać. Odetchnęłam z ulgą słysząc dzwonek. Nie czekając długo pobiegłam do szatni i przebrałam się. Pod szkołą na parkingu zobaczyłam czekającego już Chada obok swojego samochodu. Bez słowa wsunęłam się na siedzenie pasażera. Zamykałam już drzwi, kiedy Chad podszedł do mnie trzymając w ręku czarny szalik i pluszowe kajdanki (takie w stylu tych z sex-shopu :p ). Zanim zorientowałam się co się dzieje, byłam już przykuta do drzwi z rękami do tyłu. Zaczęłam kopać Chada, a ten tylko zawiązał mi delikatnie, aczkolwiek stanowczo szalik na oczach. Pachniał on męskimi perfumami. Poczułam tylko jak nachyla się nade mną i szepcze “Spokojnie, jesteś ze mną bezpieczna, przynajmniej na tyle, na ile pozwala fakt, że właśnie Cię porwałem”. Po tych słowach pocałował mnie w policzek. Poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele i po raz pierwszy w obecności Chada, motylki w brzuchu. Starałam się jednak zachować pozory naburmuszenia i przez całą drogę nie oddzywałam się. Po około 20 minutach poczułam, że się zatrzymujemy. Chłopak wyszedł z samochodu i otworzył drzwi po mojej stronie. Odpiął kajdanki, ale nie zdjął szalika, tak że nadal nic nie widziałam. Wiedziałam jednak, że próba zdjęcia go nie uda się więc nadal posłusznie siedziałam na miejscu. Chad po raz drugi tego dnia podniósł mnie, tym razem jednak wziął mnie na ręce, a ja oplotłam jego szyję rękami, chroniąc się od upadku. Szliśmy tylko chwilę (kto szedł ten szedł) po czym zostałam położona na ziemi. Chwilę później zostałam również pozbawiona szalika z twarzy./ Spodziewałam się oślepiającego blasku słońca, ale okazało się, że znajdujemy się na polanie leśnej, otoczonej drzewami.
Panował lekki mrok. Polana była zdecydowanie najpiękniejszym miejscem jakie widziałam. Rosły tu dzikie kwiaty w różnych kolorach, a po mojej lewej stronie znajdowało się jeziorko. Wszystko było tak idealne, że nie odezwałam się nawet, tylko podniosłam się z ziemi i podeszłam do jeziorka. Woda była bardzo czysta, tak że prawie widziałam dno. Musiało być tu głęboko. Myślałam właśnie, dlaczego on mnie tu zabrał, kiedy poczułam ręce Chada na moich ramionach. Myślałam, że chce objąć mnie, tak jak często robił. Tym razem przeliczyłam się jednak. Ten głuptas chwycił mnie mocno, podnióśł lekko do góry i wskoczył razem ze mną do wody.
“Mam swoje sposoby C.
Na tym skończyła się nasza rozmowa, gdyż Harolds skończyła sprawdzać listę. Mimo tego ciągle myślałam gdzie zabierze mnie Chad, przybierając minę słuchającej i pilnej uczennicy. Reszta dnia minęła bardzo szybko. Ostatnią lekcją był WF, na którym strasznie się spociłam, gdyż uciekałam przed Chadem i Mike'm, którzy postanowili, że muszą mnie wygilgotać. Odetchnęłam z ulgą słysząc dzwonek. Nie czekając długo pobiegłam do szatni i przebrałam się. Pod szkołą na parkingu zobaczyłam czekającego już Chada obok swojego samochodu. Bez słowa wsunęłam się na siedzenie pasażera. Zamykałam już drzwi, kiedy Chad podszedł do mnie trzymając w ręku czarny szalik i pluszowe kajdanki (takie w stylu tych z sex-shopu :p ). Zanim zorientowałam się co się dzieje, byłam już przykuta do drzwi z rękami do tyłu. Zaczęłam kopać Chada, a ten tylko zawiązał mi delikatnie, aczkolwiek stanowczo szalik na oczach. Pachniał on męskimi perfumami. Poczułam tylko jak nachyla się nade mną i szepcze “Spokojnie, jesteś ze mną bezpieczna, przynajmniej na tyle, na ile pozwala fakt, że właśnie Cię porwałem”. Po tych słowach pocałował mnie w policzek. Poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele i po raz pierwszy w obecności Chada, motylki w brzuchu. Starałam się jednak zachować pozory naburmuszenia i przez całą drogę nie oddzywałam się. Po około 20 minutach poczułam, że się zatrzymujemy. Chłopak wyszedł z samochodu i otworzył drzwi po mojej stronie. Odpiął kajdanki, ale nie zdjął szalika, tak że nadal nic nie widziałam. Wiedziałam jednak, że próba zdjęcia go nie uda się więc nadal posłusznie siedziałam na miejscu. Chad po raz drugi tego dnia podniósł mnie, tym razem jednak wziął mnie na ręce, a ja oplotłam jego szyję rękami, chroniąc się od upadku. Szliśmy tylko chwilę (kto szedł ten szedł) po czym zostałam położona na ziemi. Chwilę później zostałam również pozbawiona szalika z twarzy./ Spodziewałam się oślepiającego blasku słońca, ale okazało się, że znajdujemy się na polanie leśnej, otoczonej drzewami.
Panował lekki mrok. Polana była zdecydowanie najpiękniejszym miejscem jakie widziałam. Rosły tu dzikie kwiaty w różnych kolorach, a po mojej lewej stronie znajdowało się jeziorko. Wszystko było tak idealne, że nie odezwałam się nawet, tylko podniosłam się z ziemi i podeszłam do jeziorka. Woda była bardzo czysta, tak że prawie widziałam dno. Musiało być tu głęboko. Myślałam właśnie, dlaczego on mnie tu zabrał, kiedy poczułam ręce Chada na moich ramionach. Myślałam, że chce objąć mnie, tak jak często robił. Tym razem przeliczyłam się jednak. Ten głuptas chwycił mnie mocno, podnióśł lekko do góry i wskoczył razem ze mną do wody.
Przestraszyłam się, spodziewałam
lodowatej temperatury, ale ku mojemu zaskoczeniu, woda była bardzo
ciepła. Wynurzyłam się z przygotowaną już awanturą.
- Czy jesteś normalny?? PRZESTAŃ SIĘ ŚMIAĆ DO JASNEJ CHOLERY! No ja nie mogę, wychodzę – po tych słowach podpłynęłam w stronę brzegu. Chad złapał mnie jednak w pasie i przytrzymał.
- Czemu niby jestem nienormalny?
- Mogliśmy się zabić! Tu mogło być płytko albo... albo woda! Mogła być lodowata!
- Wszystko sprawdziłem wczoraj. Gdybyś się tak nie bulwersowała i rozejrzała, zobaczyłabyś, że wszystko jest przygotowane.
Tak też zrobiłam i rzeczywiście, pod sąsiednim drzewem, w cieniu leżały cztery ręczniki i dwie ciepłe bluzy Chada, w tym jedna, ciemnofioletowa, moja ulubiona. Znajdował się tam również duży koc i kosz piknikowy. Uśmiechnęłam się.
- Czy jesteś normalny?? PRZESTAŃ SIĘ ŚMIAĆ DO JASNEJ CHOLERY! No ja nie mogę, wychodzę – po tych słowach podpłynęłam w stronę brzegu. Chad złapał mnie jednak w pasie i przytrzymał.
- Czemu niby jestem nienormalny?
- Mogliśmy się zabić! Tu mogło być płytko albo... albo woda! Mogła być lodowata!
- Wszystko sprawdziłem wczoraj. Gdybyś się tak nie bulwersowała i rozejrzała, zobaczyłabyś, że wszystko jest przygotowane.
Tak też zrobiłam i rzeczywiście, pod sąsiednim drzewem, w cieniu leżały cztery ręczniki i dwie ciepłe bluzy Chada, w tym jedna, ciemnofioletowa, moja ulubiona. Znajdował się tam również duży koc i kosz piknikowy. Uśmiechnęłam się.
- Och cóż to za odmiana! - powiedział
Chad widząc, że poprawił mi się humor. Zauważyłam, że nadal
trzymał mnie w pasie. On chyba też zdał sobie z tego sprawę, gdyż
po chwili mnie puścił.
- Masz rację, przyjemnie tu – powiedziałam rozmarzonym głosem, kładąc się na wodzie na plecach.
- Przydała Ci się woda. Wiesz, po tym WF-ie straaaasznie śmierdziałaś!
- Masz rację, przyjemnie tu – powiedziałam rozmarzonym głosem, kładąc się na wodzie na plecach.
- Przydała Ci się woda. Wiesz, po tym WF-ie straaaasznie śmierdziałaś!
- Ejj! - ochlapałam go wodą, kopiąc
pod nią nogami.
On roześmiał się tylko. Po chwili zaczęło mi być zimno i mimowolnie zaczęłam drżeć. Widząc to, Chad wyszedł z wody i pobiegł po ręczniki i bluzy. Wrócił i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją i wyszłam na brzeg. Teraz dopiero poczułam zimno. Mimo że dzień był słoneczny, wiał mocny wiatr. Chad natychmiast narzucił ręcznik na moje ciało i włosy, potem zrobił z sobą to samo. Drgawki nie ustępowały.
- Idę się przebrać – powiedziałam, na co on skinął głową. Poszłam w stronę drzew i zciągnęłam z siebie przemoczone ubranie. Owinęłam się ręcznikami i wróciłam na polanę. Chad przygotował już koc i koszyk, więc usiadłam koło niego. Nadal było mi trochę zimno, ale zauważyłam jego fioletową bluzę i założyłam na siebie. Od razu zrobiło mi się cieplej. Otworzyłam kosz i wyjęłam kanapki i sok. Byłam strasznie głodna po tym taplaniu się w wodzie, więc szybko zjadłam trzy kanapki i wypiłam kilka łyków soku. Chad zrobił to samo, ciągle się na mnie patrząc. Gdy skończyłam jeść powiedziałam:
- No nie patrz się tak na mnie, wiem że wygladam tragicznie, ale to twoja wina!
- Nigdy nie powiedziałbym, że wyglądasz tragicznie, wręcz odwrotnie. Jesteś piękna, Lucy.
Powiedział to strasznie poważnym tonem. Umilkłam i popatrzyłam w trawę. Chad przysunął się do mnie.
- Jest coś co od dawna chcę Ci powiedzieć, Lucy. Być może wszystko się przez to spieprzy, ale muszę spróbować. Kocham Cię. Kocham jak się śmiejesz, kocham jak się denerwujesz, kocham jak podczas rozmowy odgarniasz włosy z twarzy, kocham jak w skupieniu marszczysz czoło, kocham nawet kiedy śmierdzisz po WF-ie albo masz rozmazany tusz, tak jak teraz. Po prostu chcę spędzić z Tobą moje życie, chcę wychować z Tobą piętnaście dzieci i zestarzeć się wspominając wszystkie chwile naszego życia. Musiałem Ci to powiedzieć.
Po tych słowach popatrzył się w moje oczy i czekał na moją odpowiedź. Ja nie wachałam się ani chwili. Kiedy powiedział te słowa, poczułam jak coś we mnie pęka. Nie powiedziałam ani słowa, tylko przysunęłam się do niego, położyłam rękę na jego policzku i delikatnie pocałowałam jego usta. Poczułam, że to jest najpiękniejsza chwila mojego życia. Chad odwzajemnił mój pocałunek. Stał się coraz bardziej namiętny. Chad delikatnie położył mnie na plecach i nadal całował. Po jakimś czasie przestał całować mnie w usta, delikatnie pocałował w policzek i położył się koło mnie przytulając mnie. Ta chwila mogła trwać wiecznie.
- Lucy, zostaniesz moją dziewczyną?
On roześmiał się tylko. Po chwili zaczęło mi być zimno i mimowolnie zaczęłam drżeć. Widząc to, Chad wyszedł z wody i pobiegł po ręczniki i bluzy. Wrócił i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją i wyszłam na brzeg. Teraz dopiero poczułam zimno. Mimo że dzień był słoneczny, wiał mocny wiatr. Chad natychmiast narzucił ręcznik na moje ciało i włosy, potem zrobił z sobą to samo. Drgawki nie ustępowały.
- Idę się przebrać – powiedziałam, na co on skinął głową. Poszłam w stronę drzew i zciągnęłam z siebie przemoczone ubranie. Owinęłam się ręcznikami i wróciłam na polanę. Chad przygotował już koc i koszyk, więc usiadłam koło niego. Nadal było mi trochę zimno, ale zauważyłam jego fioletową bluzę i założyłam na siebie. Od razu zrobiło mi się cieplej. Otworzyłam kosz i wyjęłam kanapki i sok. Byłam strasznie głodna po tym taplaniu się w wodzie, więc szybko zjadłam trzy kanapki i wypiłam kilka łyków soku. Chad zrobił to samo, ciągle się na mnie patrząc. Gdy skończyłam jeść powiedziałam:
- No nie patrz się tak na mnie, wiem że wygladam tragicznie, ale to twoja wina!
- Nigdy nie powiedziałbym, że wyglądasz tragicznie, wręcz odwrotnie. Jesteś piękna, Lucy.
Powiedział to strasznie poważnym tonem. Umilkłam i popatrzyłam w trawę. Chad przysunął się do mnie.
- Jest coś co od dawna chcę Ci powiedzieć, Lucy. Być może wszystko się przez to spieprzy, ale muszę spróbować. Kocham Cię. Kocham jak się śmiejesz, kocham jak się denerwujesz, kocham jak podczas rozmowy odgarniasz włosy z twarzy, kocham jak w skupieniu marszczysz czoło, kocham nawet kiedy śmierdzisz po WF-ie albo masz rozmazany tusz, tak jak teraz. Po prostu chcę spędzić z Tobą moje życie, chcę wychować z Tobą piętnaście dzieci i zestarzeć się wspominając wszystkie chwile naszego życia. Musiałem Ci to powiedzieć.
Po tych słowach popatrzył się w moje oczy i czekał na moją odpowiedź. Ja nie wachałam się ani chwili. Kiedy powiedział te słowa, poczułam jak coś we mnie pęka. Nie powiedziałam ani słowa, tylko przysunęłam się do niego, położyłam rękę na jego policzku i delikatnie pocałowałam jego usta. Poczułam, że to jest najpiękniejsza chwila mojego życia. Chad odwzajemnił mój pocałunek. Stał się coraz bardziej namiętny. Chad delikatnie położył mnie na plecach i nadal całował. Po jakimś czasie przestał całować mnie w usta, delikatnie pocałował w policzek i położył się koło mnie przytulając mnie. Ta chwila mogła trwać wiecznie.
- Lucy, zostaniesz moją dziewczyną?
- Oczywiście głuptasie –
uśmiechnęłam się i podniosłam na łokciu, aby go pocałować.
- Mmmm trzeba było tego nie robić.
- Dlaczego? - spytałam cicho.
- Bo właśnie się od Ciebie uzależniłem.
- Mmmm trzeba było tego nie robić.
- Dlaczego? - spytałam cicho.
- Bo właśnie się od Ciebie uzależniłem.
To jest super :) świetnie piszesz :)
OdpowiedzUsuń